Kamera on-line

Sponsorem oraz operatorem transmisji jest GTnet - Internet - Telefon - Telewizja

Imieniny

11 Lutego 2016
Czwartek
Imieniny obchodzą:
Adolf, Adolfa,
Adolfina, Alf,
Bernadetta,
Dezydery, Eufrozyna,
Lucjan, Łazarz,
Maria, Olgierd,
Świętomira
Do końca roku zostało 325 dni.
Liczba odsłon
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj74
mod_vvisit_counterWczoraj192
mod_vvisit_counterW tym tygodniu1837
mod_vvisit_counterW ubiegłym tygodniu4866
mod_vvisit_counterW tym miesiącu6467
mod_vvisit_counterW ubiegłym miesiącu20536
mod_vvisit_counterWszystkich968205

Dlaczego mam się spowiadać?


Odpowiedzi na najczęściej wysuwane zastrzeżenia.
 

 

 

Nie czuję się aż tak wielkim grzesznikiem

 

Zauważmy, że wiele współczesnych nurtów myślowych próbuje nas przekonać, że pojęcie grzechu należy do przeszłości. Przypomnijmy zatem, że - aby uznać się za grzesznika, potrzeba: - odwagi uwierzenia, ze jest się wolnym, nawet pośród wielorakich uwarunkowań życiowych. Kto się spowiada, ten uznaje, ze zgrzeszył z własnej winy; - wiary w istnienie Prawa, które Bóg stawia przed nami jako przykazanie. Kto się spowiada, też uznaje, że nie zawsze był wierny przykazaniom miłości Boga i bliźniego. 

 

Wciąż od nowa popełniam te same grzechy

 

To stwierdzenie - będące wyrazem zniechęcenia - jest, zdaniem niektórych, dowodem, że nasze spowiedzi nie służą niczemu. Ma ono jednak tę dobrą stronę, że przypomina nam o konieczności podejmowania dokładnych i praktycznych postanowień w chwili odbycia spowiedzi: chodzi o to samo postanowienie i pragnienie zmiany, które chcemy poddać uświęcającemu działaniu rozgrzeszenia, udzielanego przez kapłana. Jeżeli nasze spowiedzi są nieskuteczne, dzieje się tak często dlatego, że nie podjęliśmy właściwego postanowienia: takiego, które byłoby wyrazem naszych prawdziwych potrzeb i możliwości.
Pamiętając o tym, nie powinniśmy jednak dziwić się częstemu popadaniu w te same grzechy. Jak dobrze, że Bóg chroni nas przed popełnianiem grzechów nowego rodzaju!
W mocnym postanowieniu, które podejmujemy, możemy być zupełnie szczerzy, nawet, jeśli znając naszą ludzką słabość przewidujemy, że może ona nas znów doprowadzić do kolejnego upadku. Nasz charakter i nasze słabości pozostają przecież, niestety, wciąż te same!
Inaczej mówiąc, kiedy się spowiadam, nie podejmuję postanowienia,, że już nigdy nie będę się spowiadał, ponieważ nie mogę być pewien, że nie będę już grzeszył! Przeciwnie - uznaję, że jestem i do samej śmierci pozostanę grzesznikiem potrzebującym przebaczenia.

 

Nie wiem, co mam mówić

 

Dawniej, przygotowującym się do spowiedzi polecano przeprowadzenie rachunku sumienia w oparciu o dziesięć przykazań Bożych i pięć przykazań kościelnych.
Dziś nie bardzo już wiemy, co jest grzechem, a co nim nie jest! Nie wiemy już w każdym razie, z czego się spowiadać. Niezwykle ruchliwe życie, jakie obecnie prowadzi wielu z nas, wydaje się nie sprzyjać życiu wewnętrznemu, ani rachunkom sumienia.
Jezus, jak wiemy, nie przyszedł znieść dziesięciu przykazań: nadal więc możemy spowiadać się według nich. Kościół jednak wzywa nas dziś do coraz częściej do przyglądania się naszemu życiu także w świetle wymagań ewangelicznych:
- Panie, mówisz mi, że mam się zbytnio nie troszczyć o jutro, a ja boję się, że. - Mówisz mi, że mam kochać mojego bliźniego tak, jak Ty go kochasz, a ja go kocham o wiele mniej. - Mówisz mi, że mam się modlić i nie ustawać, a ja modlę się o wiele mniej i o wiele gorzej.
Konsekwentnie, dobrze jest też uświadomić sobie, w jaki sposób, grzeszymy myślą, słowem, uczynkiem i zaniedbaniem.
Słusznie też mówi się dziś tak wiele o naszej współodpowiedzialności za wszelkie zło i niesprawiedliwości na świecie (głód i niedożywienie, AIDS, wojny, nierówności społeczne, rasizm, tortury itd.).
Jednakże te grzechy zbiorowe, za które rzeczywiście ponosimy pewną odpowiedzialność, nie powinny przesłaniać nam grzechów osobistych. Nie ma nic bardziej zniechęcającego niż ciągłe mówienie o grzechach całego świata, z którym nie łączyłoby się realistyczne widzenie tego, co my sami możemy zrobić już teraz, dzisiaj, sami czy razem z innymi, aby świat stał się lepszy. 

 

Nie czuję potrzeby spowiadania się

 

Rzeczywiście, nie zawsze wykonujemy czy chcemy wykonać nawet takie rzeczy, które są bardzo potrzebne. Pomyślmy choćby o tym, co czujemy w przeddzień koniecznej operacji chirurgicznej! Nie możemy jednak opierać naszego życia chrześcijańskiego wyłącznie na tym, czego chcemy czy czegoś nie chcemy.
Ryzykowalibyśmy bowiem wówczas zaniedbanie obiektywnie ważnych spraw: modlitwy, troski o ubogich, wielu naszych zaangażowań, itd.
Ogromna rola spowiedzi nie polega przede wszystkim na zaspokojeniu psychicznej potrzeby zwierzania się. Podczas spowiedzi kapłan jest bardziej pośrednikiem, którego prosimy o pomoc w uzyskaniu Bożego przebaczenia aniżeli słuchaczem naszych zwierzeń.
Należy jednak przyznać, że jest w spowiedzi także i ów element zwierzania się. Kapłan jest często pełnym podziwu świadkiem duchowego i psychicznego wyzwolenia, które osiąga penitent zrzucający z siebie brzemię szczególnie ciężkich grzechów: jakiś wstydliwy nałóg, jątrzącą nienawiść, dzika zazdrość, niewierność małżeńska czy długi ciąg kłamstw. Oczywiście, świadomość faktu, że spowiednik jest zobowiązany do bezwzględnego zachowania tajemnicy, bardzo ułatwia zwierzenie się.
Pewien stary kapelan więzienny, który towarzyszył wielu przestępcom kryminalnym w ich ostatniej drodze - a czynił to przez wiele lat - opowiedział, nie zdradzając przy tym żadnego sekretu, co najbardziej go uderzało przez cały ten czas. Otóż, wczesnym rankiem, w dniu, w którym miała odbyć się egzekucja, najwięksi zbrodniarze nigdy nie oskarżali się z czynów, za które zostali skazani na śmierć, i które były znane wszystkim, lecz szukali w pamięci najbardziej ukrytych grzechów młodości, które stały się początkiem ich życiowej porażki. 

 

Spowiadanie się jest zbyt upokarzające

 

Zarzut ten może skutecznie odeprzeć jedynie wierne przedstawienie istoty sakramentu spowiedzi. Spowiedź nie jest pokutą ani upokorzeniem, które Bóg chciałby nam narzucić, zanim udzieli nam swego przebaczenia.
Poczucie upokorzenia, które może towarzyszyć wyznaniu grzechów, znika zresztą, jeśli pamiętamy, że:
- kapłan także jest grzesznikiem i również musi się spowiadać; - uczciwość i prostota, z jakimi penitent wyznaje swoje grzechy, zwykle budzi w kapłanie podziw dla jego dojrzałości; - szczerość wyznania wywiera na nim większe wrażenie niż same grzechy, ponieważ one nie są dla spowiednika żadną nowością; - tym, co naprawdę przedstawiamy Bogu w obecności kapłana, nie jest lista naszych grzechów, lecz pokorne uznanie, że jesteśmy grzesznikami i nasza chęć wyjścia z tego stanu.
Nie zapominajmy wreszcie, że zawsze możemy wybrać na spowiednika takiego kapłana, u którego łatwiej nam się spowiadać. Znalezienie kogoś takiego może być niekiedy bardzo trudne, lecz daje ogromnie wiele. 

 

Wyznaję moje grzechy bezpośrednio Bogu, jak protestanci.

 

To często powtarzane stwierdzenie bierze się po prostu z niewiedzy. Nie brak bowiem protestantów, którzy się spowiadają! Sam Marcin Luter często powtarzał, że ogromnie wiele korzystał na przystępowaniu do tego sakramentu i miał nadzieję, iż jego zwolennicy nigdy z tego nie zrezygnują! "Nie chcę, aby ktokolwiek odrzucał spowiedź uszną i nie zamieniłbym jej na żadne skarby świata. Dawno zostałbym pokonany i pożarty przez szatana, gdybym nie korzystał ze spowiedzi" (Wittenberga, marzec 1522 roku).
Podczas jednej z konferencji pewien pastor protestancki dostarczył wymownego przykładu wzrostu wartości tego sakramentu wśród swoich współwyznawców: architekci w Niemczech mieli zwyczaj budowania przy protestanckich zborach obszerniejszych zakrystii, celem ułatwienia spotkania wiernych z duszpasterzem podczas udzielania sakramentu pokuty. Wymowy tego faktu nie zmienia inne rozumienie tego sakramentu przez katolików i protestantów.
Jest oczywiste, że - aby się spowiadać - trzeba wierzyć całym sercem, że Jezus Chrystus pozostawił swojemu Kościołowi kapłanów, którzy mogliby ważnie sprawować Eucharystię i ważnie odpuszczać grzechy, odpowiadając w ten sposób na ludzkie pragnienie pojednania się z Bogiem. Możemy łatwo odszukać w Ewangeliach fragmenty stwierdzające, że Chrystus udzielił swoim Apostołom i ich następcom władzy odpuszczania grzechów (Mt 16, 19; Mt 18, 18; J 20, 23). Praktykę spowiedzi indywidualnej, jaką znamy obecnie, Kościół wprowadził stosunkowo późno - w V wieku, w Irlandii, w czasach św. Patryka. Kiedy na początku VII wieku mnisi św. Kolumbana przybyli z Irlandii na kontynent, aby ochrzcić Galię (Francję), zwyczaj spowiedzi indywidualnej rozszerzył się na całe państwo Karola Wielkiego, później zaś na cały Kościół zachodni. Uroczyście zatwierdzono go na IV Soborze Laterańskim w 1215 roku.
Niektórzy chrześcijanie pytają zatem, czy Kościół nie powinien wrócić do praktyki tego sakramentu z pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy to istniał wyłącznie obrzęd pojednania dla grzeszników publicznych?
Jednak, jak zauważa ojciec Bernard Bro, dominikanin, warto się zastanowić, dlaczegóż to niektórzy chcą być postępowi w pewnych dziedzinach duszpasterstwa, a w innych są za powrotem do jak najbardziej niepewnej przeszłości? Oczywiście, Kościół nie zamierza w najbliższym czasie porzucić praktyki sakramentu pokuty, która przyniosła i nadal przynosi tyle dobrego. Iluż nawróconych może zaświadczyć, że wyznanie przez nich grzechów kapłanowi nie tylko nie zubożyło ich, ale wyzwoliło i wprowadziło na drogę zaufania i miłości!
Ostateczne nawrócenie ojca Karola de Foucald po jego spowiedzi przed księdzem Huvelinem w parafii św. Augustyna w październiku 1886 roku jest tego tylko jednym z bardzo wielu przykładów!
Warto też pamiętać, że nawet jeśli regularnie spowiadamy się wobec kapłana, przecież jeszcze częściej czynimy to wobec Boga. Mówimy Mu przecież każdego dnia: 'Ojcze. odpuść nam nasze winy' oraz 'Panie, zmiłuj się nad nami!'

 

Konfesjonał mnie krępuje

 

Wielu chrześcijan życzyłoby sobie, aby archaiczny mebel, konfesjonał, pomysł jego skonstruowania narodził się dopiero w XVI wieku -zastąpiono obszerniejszą i mniej mroczną rozmównicą, w której wierni mogliby, jeśli zechcą, porozmawiać prawdziwiej, głębiej, i bardziej osobiście ze swoim spowiednikiem.
Już w IX wieku proboszcz z Ars, św. Maria Vianney, miał zwyczaj spowiadać mężczyzn osobno, w zakrystii. Również wiele kościołów - zwłaszcza bazylik i sanktuariów pielgrzymkowych - dokonało tej zmiany ku wielkiej radości wiernych, nawet jeśli na początku wielu pogubiło się wskutek tego nowego sposobu spotykania się z kapłanem.
Z drugiej strony, jakiekolwiek byłoby owo nowe, dostosowane do nowych potrzeb, miejsce spowiedzi, nie mamy przecież obowiązku opowiadać całego naszego życia. Wartość spowiedzi nie zależy od czasu jej trwania.

 

Księża są zbyt zajęci innymi sprawami, by mieli słuchać spowiedzi.

 

Posługa uzdrawiania i troski o życie duchowe jest, wbrew pozorom, bardzo ważną częścią posługi kapłańskiej. Odbieranie grzesznikom możliwości czy łatwości spowiadania się jest odbieraniem im prawa do osobistego spotykania się z Jezusem, a to, że Jezus pragnął spotykać się przede wszystkim z grzesznikami, widać na każdej stronie Ewangelii. Jezus nigdy nie dokonał żadnego fizycznego czy moralnego uzdrowienia bez osobistego nałożenia rąk na proszącego, albo bez zapytania go o wiarę i o to, czego chce. 

 

Wolę wspólne nabożeństwa pokutne.

 

Te przyniosły już swoje owoce i nadal będą przynosić. Dobrze, że chrześcijanie wspólnotowo i w sposób uporządkowany przeżywają swoją sytuację grzeszników, potrzebujących przebaczenia. Korzystne dla nich jest gromadzenie się na wspólne słuchanie Słowa Bożego i zgoda, by ono poruszało i kierowało ich postępowaniem. To ważne, aby uświadomili sobie swoją zbiorową odpowiedzialność, by stawali się zdolnymi do wybaczania sobie nawzajem przykrości i oziębłości, by wreszcie umieli jednoczyć się w prawdzie, nie tylko przez zwykłe podanie sobie ręki.
Kościół jednak wymaga od nich ponownego odkrycia dobrodziejstwa indywidualnej spowiedzi, której wpływ na życie społeczne i na ewangelizację świata jest skądinąd oczywisty. Ten rodzaj spowiedzi pozostaje nadal dla wielu wiernych najlepszą okazją do skorzystania również z kierownictwa duchowego, spełnianego przez kapłana dla wzrostu ich chrześcijańskiego życia.

  

Bóg nie wymaga aż tyle, by udzielić przebaczenia.

 

Wielu chrześcijan jest przekonanych, że Bóg, objawiający się w Ewangeliach jako Ojciec, wyczekujący na najmniejszy znak nawrócenia ze strony swoich dzieci, nie wymaga od nich ustalonej i obowiązkowej formy spowiedzi, aby udzielić im swego przebaczenia.
Jakże jest to prawdziwe! Miłosierdzie naszego Boga jest jak ocean. Przecież już wybaczył milionom mężczyzn i kobiet, którzy nigdy się nie spowiadali: muzułmanom, Żydom, ludziom dobrej woli, którzy nie wierzyli w wartość sakramentu pojednania, ale w głębi swych sumień uznali swoje grzechy.
A jednak to przez Chrystusa-Zbawiciela Ojciec zsyła swojego Ducha do serc ludzi, aby ich uzdrawiać i oczyszczać. I przez Jezusa związał Go z nierozerwalnie z Kościołem. Jak wyraził to Izaak, opat cysterskiego klasztoru Stella z XII wieku: 'Kościół nie może niczego przebaczać bez Chrystusa, natomiast Chrystus nie chce niczego przebaczać bez Kościoła. Strzeż się, abyś nie oddzielał Głowy od ciała; nie przeszkadzaj istnieć całemu Chrystusowi; ponieważ jak Chrystus nigdzie nie jest cały poza Kościołem, tak i Kościół nie jest całością poza Chrystusem.'
Wielka jest tajemnica nierozerwalnej jedności Chrystusa i Jego Kościoła w dziele zbawienia wszystkich ludzi, i szczęśliwi są chrześcijanie, mogący przeżywać ten aspekt swojej wiary w sakramencie pojednania. Głoszą oni, że Chrystus poprzez Kościół zawsze udziela oczyszczającej mocy Ducha Świętego. Działa On także w sercach tych, którzy nigdy nie uklękli u kratek konfesjonału.




 

tekst pochodzi z publikacji: "Dlaczego mam się spowiadać?", ks. Pierre Descouvemont
Wydawnictwo WAM, Kraków 1997

 

 

 

 



 

 

Ślepi na dżihad

     Francja podniesie się z kolan, gdy odrodzi swego ducha. Tragiczne wydarzenia w Paryżu, śmierć ponad 130 ludzi, którzy zginęli z rąk islamskich terrorystów, wywołały falę komentarzy i analiz. Niestety po raz kolejny mieliśmy do czynienia – zwłaszcza w tzw. mainstreamowych mediach (w Polsce i za granicą) – z przerostem propagandy nad obiektywną informacją i chłodną analizą. Z ust prezydenta Francji François Hollande’a dowiedzieliśmy się więc, że od 13 listopada 2015 roku „Republika jest w stanie wojny z terroryzmem”. Po raz pierwszy fraza ta („wojna z terroryzmem”) padła krótko po zamachach na Nowy Jork i Waszyngton 11 września 2001 roku. Tyle że jest to typowe pomylenie skutku z przyczyną. To tak jakby powiedzieć, że Polska w czasie drugiej wojny światowej walczyła z obozami koncentracyjnymi i lotniczymi nalotami na cywilne cele w miastach. Oczywiście walczyła, ale przede wszystkim walczyła z Niemcami, z państwem niemieckim, które w ten sposób prowadziło wojnę na wyniszczenie przeciw Polsce. Analogicznie jest dzisiaj. Terroryzm jest straszliwym, ale tylko przejawem (skutkiem) poważniejszych zjawisk (przyczyn). Te ostatnie sprowadzają się do jednego: wzrost agresywności świata islamu. Nie ma tu miejsca, by szczegółowo analizować genezę tego zjawiska. Nie bez znaczenia jest polityczna naiwność (głupota) lub też zwykła nieznajomość historii wykazywana przez większość polityków zachodnich w stosunku do świata islamu. Większość z nich, tak bardzo zachwycających się „arabską wiosną”, nie pamiętała na przykład sytuacji z 1994 roku, gdy w Algierii demokratyczne wybory wygrał front islamistyczny, co po anulowaniu wyników wyborów przez armię skończyło się kilkuletnią wojną domową, której ofiarami byli przede wszystkim miejscowi chrześcijanie. Niewygodny czynnik –– religia Nie zwalniając w żaden sposób z odpowiedzialności za taki stan rzeczy europejskich i amerykańskich polityków, nie sposób jednak nie zauważyć, że nie byłoby wzrostu wpływów dżihadystów w całym świecie islamu – od Nigerii po Indonezję – bez czynnika najważniejszego, jakim jest religia muzułmańska oraz tkwiąca w jej sercu wizja „świętej wojny” przeciw „niewiernym”. Po paryskich zamachach od razu usłyszeliśmy, że nie można utożsamiać zamachowców z religią, że ich motywacja była ideologiczna. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy: żadne względy społeczne, żadne niedostatki inkulturacji (asymilacji) nie są w stanie popchnąć ludzi, by obwiązywali się bombami, a następnie wysadzali się w powietrze, zabijając wcześniej dziesiątki niewinnych ludzi. Zabijając, nie krzyczeli: „Więcej inkulturacji! Więcej zasiłków!”. Krzyczeli: „Allah Akbar!”. No, tak – zaklinają rzeczywistość magowie z mainstreamu – ale przecież to tylko garstka, radykalna mniejszość. Większość muzułmanów tak nie myśli. Warto więc w tym miejscu przypomnieć, że wielkie podboje muzułmańskie z VII i VIII wieku po narodzeniu Chrystusa, w wyniku których islam rozszerzył się od Hiszpanii po Indie, były dziełem mniejszości. Bo w armii muzułmańskiej służyła mniejszość społeczeństwa muzułmańskiego (młodzi mężczyźni), podczas gdy większość (czyli kobiety, dzieci i starcy) siedziała spokojnie w domach. Ale czy to unieważnia fakt dokonany, który trwa na tych ziemiach do dzisiaj? Amerykański sekretarz stanu John Kerry (deklarujący się jako katolik!) paryskie zamachy skomentował w ten sposób, że stwierdził, że terrorystami kierowała „obłędna teologia rodem z głębokiego średniowiecza”. Z kolei dżihadyści od lat – także teraz – powtarzają, że swoimi zamachami „uderzają w krzyżowców”. W ten sposób dochodzi do nadzwyczaj osobliwego porozumienia ponad podziałami, gdy po obu stronach frontu „wojny z terroryzmem” wskazuje się na cywilizację chrześcijańską (średniowiecze i krzyżowcy służą tutaj jako porte-parole). Do Bożego Serca Przez wieki konfrontacji świata chrześcijańskiego z napierającym islamem chodziło nie o konflikt wolność/niewola, ale o prawda/fałsz vel religia prawdziwa (chrześcijaństwo) versus religia fałszywa (islam). Krzyżowcy, bohaterowie spod Lepanto, Chocimia i Wiednia nie walczyli o „zachodni styl życia”, ale o religię Chrystusową i pomoc dla tych, którzy ją wyznawali. Święty Jan Paweł II w 1980 roku przed katedrą Notre Dame w Paryżu pytał: „Francjo, matko tylu świętych – cóżeś uczyniła ze swoim chrztem?”. Parafrazując świętego Papieża, można pytać dzisiaj: Francjo, matko świętego Ludwika, ojczyzno krzyżowców – co uczyniłaś ze swoim duchem? Jak go odzyskać? Przykład został już dany. Po upokarzającej klęsce w wojnie z Prusami (1870) i po traumie Komuny Paryskiej (1871) naród francuski szukał instynktownie schronienia, przytulając się do Najświętszego Serca Bożego. Jemu zadedykował jako wotum przebłagalne za swoje grzechy bazylikę Sacré-Coeur na wzgórzu Montmartre. Francja podniosła się z kolan, bo podniosła swojego ducha.


Prof. Grzegorz Kucharczyk  




17 grudnia 2015 (20:21)

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/mysl/149163,slepi-na-dzihad.html

 




Nie bójcie się!

 

Jest coś, co spaja wszystkie wydarzenia towarzyszące narodzeniu Syna Bożego. Gdy anioł zatrzymuje się z Dobrą Nowiną przed młodziutką Miriam w domu nazaretańskim, objawia się we śnie Józefowi, staje w świątyni przed Zachariaszem, kiedy przynosi radosną wieść wystraszonym niezwykłością zdarzeń pasterzom patrzącym na jasność bijącą z betlejemskiej groty, zawsze wypowiada te same słowa: „Nie bój się!”. Bibliści policzyli, że w całym Piśmie Świętym zwrot ten występuje 365 razy. Może to przypadek, zbieg okoliczności – a może znak? Oto na każdy dzień w roku Bóg zostawia nam ważny komunikat: „Nie bój się! Ja jestem z tobą! Jeśli Mi uwierzysz, zaufasz, nie musisz się niczego bać! Obronię cię i umocnię. Dam ci siłę i mądrość, których próżno szukać w świecie…”. Takiej wiary nam dziś brakuje. W morzu zakłamania, wydawać by się mogło – bezsilności ludzi dobrych wobec  zła, noszącego znamiona zorganizowanej struktury – owa pociecha jest niezwykle ważna. Bóg nie rzuca słów na wiatr. Jest wierny danemu słowu, zawartemu przed wiekami Przymierzu, dlatego posyła na świat swojego Syna – nie można już być bliżej człowieka, okazać większej doń miłości, niż stać się człowiekiem! Nieprzypadkowo prorok Izajasz obwieszcza: „Dlatego Pan sam da wam znak. Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel” (Iz 7,14). To znaczy „Bóg z nami”. W Chrystusie proroctwo sprzed wieków przybiera konkretny kształt. Kto zrozumie sens Bożego Narodzenia, przestanie się bać. Jezus jest z nami! Dzisiaj, każdego dnia, w radości i strapieniu, w zwycięstwach i porażkach. Pasterze, gdy oddali pokłon Dziecięciu, „wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane” (Łk 2,20). Podążajmy dziś za nimi, aby podziękować Bogu za Jego miłosierdzie. Uwielbić Go, wzmocnić omdlałe ramiona i nabrać ducha! Bo jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?... 


ks. Paweł Siedlanowski Piątek, 25 grudnia 2015

 

 

 

 

 

  







Czy Trybunał Konstytucyjny stanie przed Trybunałem Stanu?

  

Rzeczywistość jest taka i pozostaje nadal po spotkaniu opozycji i TK z Prezydentem A. Dudą:

 

1) Niezgodnie z Konstytucją RP ustawę z 25 czerwca 2015 o Trybunale Konstytucyjnym przygotował sam Trybunał Konstytucyjny w osobach jego zarządu, czyli Prezesa i Wiceprezesa wraz z częścią innych sędziów TK  Zgodnie z Konstytucja owi sędziowie nie mieli prawa do prac nad jakimikolwiek aktami ustawodawczymi, bowiem są władzą sądowniczą a nie ustawodawczą ni wykonawczą, które to z kolei zostały wybrane przez konstytucyjnego suwerena, czyli naród. Ten fakt jest złamaniem Konstytucji RP przez TK,

 2) Zgodnie z Konstytucją niektórzy sędziowie muszą być wyłączeni z orzekania o konstytucyjności  w sprawie, w której procedowali w jakikolwiek sposób, a więc zarówno Prezes TK i jego podwładny oraz ci sędziowie, którzy dołożyli swoje zdanie lub podjęli działania w procedowaniu takież ustawy muszą być wyłączeni z orzekania konstytucyjności tej ustawy. Więc jakikolwiek udział tych sędziów w orzekaniu w dniu 3 grudnia 2015 roku będzie złamaniem Konstytucji RP. To kolejny element dotyczący TK i możliwego przez niego złamania Konstytucji RP,

 3) Zgodnie z Konstytucją i ustawą o TK wyłączenie z procedowania o konstytucyjności ustaw określonego sędziego TK jest przez niego zgłaszane do Prezesa TK lub sędziego znajdującego się w zarządzie TK, czyli w tej sytuacji istnieje antykonstytucyjna i niezgodna z prawem okoliczność zgłaszania wyłączenia z orzekania samego siebie składana samemu sobie, niezależnie czy czyniłby to Prezes TK czy Wiceprezes. Jest to kolejna antykonstytucyjna możliwość działania TK,

 4) Zgodnie z Konstytucją i przyjętymi zasadami prawa (nikt nie może decydować we własnej sprawie) uprawnione jest więc stwierdzenie, że TK w ogóle nie może orzekać o konstytucyjności ustaw jego dotyczących i jest to tym bardziej oczywiste, że TK sam był twórcą tej ustawy przyjętej 25 czerwca 2015 roku. Więc ewentualne procedowanie TK nad ustawą przygotowaną przez TK i PO-PSL będzie złamaniem, Konstytucji RP,

 5) Konstytucyjne zapisy w Konstytucji mogą być zmieniane przez sejm jedynie kwalifikowaną większością głosów. W zapisie ustawy z 25 czerwca autorstwa TK i większości parlamentarnej PO-PSL zawarto ustępy zmieniające zapisy Konstytucji zwykłą większością głosów, co jest rażąco niezgodne z Konstytucją.   Chodzi o zapis dotyczący możliwości stwierdzenia niemożności wykonywania swoich obowiązków przez Prezydenta RP. W Konstytucji jest zapis, że TK może zacząć procedowanie w tej sprawie jedynie na wniosek Marszałka Sejmu a w antykonstytucyjnej ustawie TK-PO-PSL pominięto taką konieczność pozwalając TK samodzielnie decydować - bez wniosku Marszałka - o podjęciu procedury odsunięcia od władzy legalnie wybranego przez naród prezydenta. To kolejne złamanie Konstytucji, zarówno przez jej twórców w postaci TK, jak i prezydenta B. Komorowskiego i też poprzedni Parlament,

 6) Jeżeli  prezes i wiceprezes TK (i jeszcze inni sędziowie TK) brali udział w procedowaniu własnej ustawy i monitorowali proces jej zatwierdzenia przez Parlament to jasno wskazuje to na fakt, że tak naprawdę cały Trybunał Konstytucyjny nie jest uprawniony do orzekania w sprawie przygotowywanej przez siebie ustawy ponieważ TK jest reprezentowany przez jego zarząd, więc jeśli zarząd procedował nad ustawą to znaczy, że jej treść jest stanowiskiem TK, podobnie jak normalnym jest, że to co podejmuje prezes i zarząd np. firmy jest jednoznaczne ze zobowiązaniem i decyzjami podjętymi przez całą firmę! Mogą istnieć wyjątki kiedy to niektóre osoby z kierownictwa mogą złożyć swoje zdanie odrębne. To zdanie odrębne wobec ewentualnego stwierdzenia konstytucyjności antykonstytucyjnej ustawy z dnia 25 czerwca 2015 a wyrażone w dniu 3 grudnia 2015 roku będzie więc zgodne z Konstytucja RP. A więc każdy z sędziów TK, który orzeknie o konstytucyjności zapisów ustawy o TK z czerwca 2015 roku postąpi antykonstytucyjnie i naruszy porządek ustrojowy i prawny RP,

 7) Antykonstytucyjne zapisy przygotowanej przez TK-PO-PSL ustawy z dnia 25 czerwca 2015 roku rozszerzające wbrew Konstytucji uprawnienia TK do rozpoczęcia procedury odsunięcia urzędującego prezydenta od sprawowania przez niego funkcji noszą znamiona przygotowywanego zamachu stanu na konstytucyjny porządek prawny, ustrój, prawo obowiązujące w Polsce i na najwyższe władze RP. Wobec tego ci sędziowie, którzy przygotowywali tą ustawę oraz dodatkowo ci, którzy w dniu 3 grudnia 2015 roku orzekną, że ustawa TK-PO-PSL jest zgodna w tym zakresie z Konstytucją muszą być uznani za osoby podważające Konstytucję RP i przygotowujące ewentualny zamach stanu w Polsce a jako, że są i będą to osoby publiczne i sprawujące jedną z najwyższych władz sądowniczych w naszym kraju powinni stanąć przez Trybunałem Stanu,

 8) Podobnie przed Trybunałem Stanu winni zasiąść wszyscy posłowie i senatorowie głosujący za przyjęciem antykonstytucyjnej ustawy czerwcowej... noszącej znamiona prawnego przygotowywania do realizacji w Polsce antydemokratycznego i antykonstytucyjnego zamachu stanu na prezydenta A. Dudę i być może na inne legalnie wybrane przez naród władze,

9) Antydemokratyczne i antykonstytucyjne przygotowywanie zamachu stanu poprzez tworzenie prawa zezwalającego na taki antykonstytucyjny zamach winno też skutkować odpowiedzialnością prawną organizacji przygotowujących taki zamach. Skoro więc PO i PSL oraz część SLD głosowała za zamachem stanu wbrew prawu i demokratycznej Konstytucji to te organizacje - zgodnie z Konstytucją i uprawnieniami TK - winny być zdelegalizowane jako dążące do obalenia istniejącego systemu ustrojowego i legalnie wybranej władzy,

 10) Antykonstytucyjna ustawa o TK przygotowana przez TK-PO-PSL i przyjęta tuż przed zakończeniem kadencji poprzedniego Parlamentu jest niezgodna z prawem konstytucyjnym i wykonawczym w zakresie wyboru sędziów TK, którzy winni być wybierani przez nowy Parlament i w czasie, gdy faktycznie kończy się kadencja  sędziów kończących pracę w TK. I znów mamy do czynienia ze złamaniem prawa i zapisów konstytucyjnych.

Podsumowując ten galimatias...

W świetle więc obecnej sytuacji prawnej cały Trybunał Konstytucyjny reprezentowany przez jego prezesów nie może w ogóle orzekać w sprawie ustawy przygotowanej przez siebie. Dodatkowo sędziowie przygotowujący ową ustawę przyjętą w czerwcu 2015 roku oraz ci, którzy mimo bezprawności orzekną jej zgodność z Konstytucją w pełnym zakresie lub w części dotyczącej wyboru sędziów TK i/lub rozszerzającej uprawnienia TK dotyczące odsunięcia od władzy urzędującego prezydenta  powinni być postawieni przed Trybunałem Stanu. Podobnie jak przywódcy i parlamentarzyści PO i PSL zmieniający Konstytucję zwykłą a nie kwalifikowaną większością i przygotowujący zamach stanu na władze RP. Tym samym delegalizacji wymaga PO i PSL jako organizacje dążące do zamachu stanu i obalenia demokratycznego i ustrojowego porządku prawnego w Polsce.

 

Źródło:http://niepoprawni.pl/blog/krzysztofjaw/czy-trybunal-konstytucyjny-stanie-przed-trybunalem-stanu          

 

Szanowny Autor Krzysztofjaw,

Konsultowałem Pana wpis z trzema dostępnymi mi kancelariami Radców Prawnych. Uważają jednogłośnie, iz tekst przedłozony przez Pana na naszym portalu jest jedynym w pełni zrozumiałym wyjaśnieniem tzw. "patu konstytucyjnego". Osobiście, jako wieloletni publicysta zajmujący się publicystyką społeczno-polityczną uważam, iż przekazał Pan rzekomo "zawiłą" sprawę w sposób bardzo dostępny dla czytelnika, czego media powszechne nie uczyniły.

Wszelkie manipulacje typu skompromitowanej dziennikarki TVP Karoliny Lewickiej, czy też prawników reprezentujących prawo karne jak Andrzej Zoll są rozumiane po przeczytaniu Pana tekstu jako uczestniczący w tym zamachu stanu i powinni odpowiedzieć przed sądami powszechnymi lub przed Trybunałem Stanu. W pełni popieram wniosek o dyscyplinarne rozwiązanie klubów parlamentarnych: PO, .Nowoczesna i PSL(komunistyczne ZSL).

W istocie polska "demokracja" przeżyła już jeden zamach stanu dywersanta politycznego Bronisława Komorowskiego oraz zamach stanu o którym Pan pisze

patrz:

http://niepoprawni.pl/blog/2218/zamach-stanu  

http://niepoprawni.pl/blog/aleszumm/koalicja-po-zsl-szykowala-zamach-stanu-trybunal-konstytucyjny-mial-usunac-prezydenta  

 

Źródło:http://niepoprawni.pl/blog/krzysztofjaw/czy-trybunal-konstytucyjny-stanie-przed-trybunalem-stanu

 

 
Liturgia Słowa
2014.11.16_...
Image Detail