Imieniny

27 Lipca 2016
Środa
Imieniny obchodzą:
Alfons, Alfonsyna,
Aureli, Julia,
Laurenty, Lilla,
Marta, Natalia,
Natalis, Pantaleon,
Rudolf, Rudolfa,
Rudolfina, Wszebor
Do końca roku zostało 158 dni.
Liczba odsłon
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj29
mod_vvisit_counterWczoraj734
mod_vvisit_counterW tym tygodniu1611
mod_vvisit_counterW ubiegłym tygodniu3070
mod_vvisit_counterW tym miesiącu15237
mod_vvisit_counterW ubiegłym miesiącu13452
mod_vvisit_counterWszystkich1050728

Zapłacą bo nie chcieli zabić


     Katolicki dom opieki dla osób starszych w Diest w Belgii będzie musiał wypłacić odszkodowanie za odmowę wykonania eutanazji jednej ze swych pensjonariuszek. Władze ośrodka nie pozwoliły w 2011 roku pacjentce na kontakt z lekarzem, gdyż istniało uzasadnione podejrzenie, że może on podać jej śmiertelny zastrzyk. 74-letnia wówczas kobieta, cierpiąca na chorobę nowotworową, została zatem przez rodzinę zabrana do własnego domu, gdzie wstrzyknięto jej truciznę. Sąd Okręgowy w Louvain orzekł, że zarząd placówki złamał prawo. Orzekł też wypłacenie rodzinie pensjonariuszki odszkodowania w wysokości 6 tys. euro. W uzasadnieniu wyroku czytamy, że dom opieki nie miał prawa do odmowy wykonania eutanazji z powołaniem się na sprzeciw sumienia. Ustawa o tzw. samobójstwie wspomaganym obowiązuje w Belgii od 2002 r. i jest najbardziej liberalną na świecie. Metropolita Mechelen-Brukseli ks. abp Jozef De Kesel oświadczył, że katolickie placówki służby zdrowia mają pełne prawo do odmowy wykonania tak aborcji, jak i eutanazji.


RS, Radio Watykańskie


Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/wiara-przesladowania/161291,zaplaca-bo-nie-chcieli-zabic.html



Wzmożenie ateizacji Polski

 

 

Audyt rządowy pokazał, co uczynili Polsce i nam ludzie do niedawna kierujący państwem i Narodem. Odkryła się jawnie i dowodnie „ohyda spustoszenia” (Dn 12,11). Przeprowadzający ten audyt ograniczyli się, zgodnie z regułami prawa, do dziedzin świeckich. Nie należy jednak zapominać i o dziedzinie duchowej, moralnej, religijnej. Warto więc przedstawić kilka uwag także z tej dziedziny.


O co głównie idzie?


Oto stała się rzecz dziwna. W Polsce po wygraniu wyborów prezydenckich i parlamentarnych przez PiS i Zjednoczoną Prawicę, wszystko lege artis, nagle okazało się, że naruszyliśmy demokrację naszą i europejską i zadaliśmy zbójecki cios w samo serce „Świętej Europie”. A przecież powinniśmy byli przegrać z kretesem. Powinniśmy byli przegrać, bo złamaliśmy jakieś wielkie przykazanie boga unijnego: „Nie będziesz czciła, Polsko, ’dawnego Boga’ przede mną i nie naruszysz nowego ładu, który może zaistnieć tylko bez Niego”. Widząc, co się święci, „dzieci nocy i ciemności (2 Kor 5,9), żeby się ostać, miały do wyboru: albo użyć siły, albo oszukać wyniki wyborów, albo zastawić zasadzkę prawną, a mianowicie tak ukształtować Trybunał Konstytucyjny, zdobyty w całości przez przegranych, żeby sparaliżował całkowicie działanie zwycięzców albo nawet zdelegalizował ich partie. Przegrani wybrali to trzecie, zresztą we współpracy z zarządem Trybunału. Kiedy jednak władze wybranych odkryły te zasadzki i odrzuciły je, przegrani wpadli w szał i zawołali do Komisji Europejskiej, do całej UE i do swych współbraci w wyrzucaniu Boga z życia publicznego na całym świecie, żeby pomogli obalić rząd albo przynajmniej sparaliżować go. Z czego to wszystko wynikło? Oczywiście najpierw z przykucia grubymi łańcuchami do własnej wszechwładzy, choćby i w najgorszym wydaniu. I wielu na tym domyśle kończy. Ale jest coś jeszcze głębszego. Dlatego niektórzy naprawdę i szczerze odchodzą od zmysłów, co widać w Sejmie? Dlaczego przegrani ryzykują odrzucenie ich całkowite przez społeczeństwo? Dlaczego nie zważają na to, że premier David Cameron przegra bliskie referendum? Dlaczego nie boją się, że przyczynią się wydatnie do rozbicia UE dzięki matactwom prawnym? Otóż najgłębiej biorąc, dlatego to wszystko, że nawet władze polskie wraz z licznymi milionami obywateli katolickich i religijnych rozbijają podstawowy dogmat w doktrynie liberalnej, a mianowicie, że nowe życie publiczne ma być ”bez Boga„ we wszystkich dziedzinach. Owszem, może ktoś mieć swoje takie ”hobby religijne„, że wierzy w Boga, ale tylko prywatnie i osobiście, bo w życiu publicznym, we wszystkich jego dziedzinach, od zwykłych gestów aż po sztukę i literaturę, Bóg ma zostać ”zabity„ po nietzscheańsku. Z Bogiem nie będzie wolności, nie będzie rozkoszy, nie będzie nowego, rajskiego świata. A tu nagle jawi się jakaś Polska jak Michał Archanioł z Bogiem w sercu, obrońca Kościoła, z mieczem przeciw diabłu. Złodzieje, korupcjoniści, oszuści wszelkiego rodzaju, zdrajcy, gorszyciele, degeneraci, mordercy bohaterów i obrońców Ojczyzny pierzchają przed światłem publicznym. Budzi się kultura inspirowana Bogiem i chrześcijaństwem, ożywia się genialny duch polski, poczucie godności i honoru, radość dziecka Bożego, ludziom daje skrzydeł nadzieja na życie doczesne i wieczne. Wolność i dobroć, zwalczane lub pomijane idee: osoby ludzkiej, prawa do życia, czystej miłości, rodziny, Ojczyzny, Narodu. Prezydent i prezes zwycięskiej partii przystępują do Komunii Świętej, partia rządząca rozumna i dostojna, rząd kieruje się prawem Bożym, nie tylko partyjnym, wojsko, policja, straż pożarna, służby specjalne, urzędnicy chodzą do kościoła, liczni świeccy są apostołami Ewangelii, młodzież zwiastuje lepszy świat… Wszystko to zaczyna rzutować i na sąsiednie kraje i na może 20-milionową Polonię rozsianą po całym świecie. A pani premier jest jak prawdziwa Matka Polka z eposów polskich i chyba dlatego rozwścieczeni wyznawcy ”świata inaczej„ chcieliby ją wysłać na ambasadora do Watykanu. Tak trudno się pogodzić z tym, że i największe dobro może być najbardziej znienawidzone przez człowieka złej woli.


Rugowanie katolicyzmu


Obłędne zachowania krajowych przeciwników ”zmiany polskiej„ tłumaczą jeszcze inne motywy, m.in. janczarowe wychowanie postkomunistyczne, ateistyczne i patriotyczne ”inaczej„ – ”patriotyzm antypolski„, lęki wielu, że po audycie może dojść do licznych i wielkich rozpraw prokuratorskich, co byłoby jeszcze groźniejsze, gdyby i obecny Trybunał Konstytucyjny doszedł do porozumienia z nowymi władzami. Stąd przywódcy buntu nie chcą żadnych porozumień, a jedynie obalenia rządu. Pośpiech zaś w próbach obalenia nowych władz tłumaczy się zapewne i tym, że Światowe Dni Młodzieży łącznie z wizytą Ojca Świętego zafiksują zwycięstwo patriotycznego PiS i osłabią bardzo antypolskie kalumnie rzucane na Polskę przez tych pseudoliberałów, no i umocnią i katolickość, i patriotyczność polską, przede wszystkim ożywią mocno postać i dzieło św. Jana Pawła II. W ogóle bardzo się cała Unia obawia, żeby Polska nie wyszła ze stanu wasalnego wobec Niemiec, w czym pomaga szczególnie żywy katolicyzm i dumny patriotyzm. Teraz rozumiemy, dlaczego za naszą katolickość i polskość jesteśmy ciągle przez naszych i niemieckich propagandystów tak usilnie nazywani faszystami, rasistami, nacjonalistami i ksenofobami. Wyjście Polski ze stanu wasalnego czy nawet kolonialnego staje się bardzo zaraźliwe dla państw Europy Środkowo-Wschodniej, która przez Zachód jest coraz gorzej traktowana. Niemcy nie chcą dopuścić, by Polska wyrosła na silną przywódczynię rządów katolickich, jak i ludzi Kościoła, do czego przyłączają się nawet niektórzy wyżsi duchowni niemieccy. W niemieckim Kościele katolickim tylko trzej biskupi diecezjalni nie zgodzili się na normalne udzielanie Komunii Świętej rozwodnikom żyjącym w nowym, nielegalnym związku małżeńskim.


”Państwo świeckie„


Prawników i polityków dzieli od dawna ostry spór, jaki powinien być stosunek między państwem a Kościołem: ”państwo świeckie„ czy ”państwo wyznaniowe„. Tymczasem oba określenia są nieostre i bywają opacznie rozumiane. Wiadomo, że dziś nie do przyjęcia są rozwiązania skrajne: z jednej strony ”teokracja„, gdzie Kościół sprawuje władzę nad państwem, jak kiedyś kahał nad Izraelem, a z drugiej strony ”państwo totalnie antyreligijne„ występujące niekiedy w XX wieku. Otóż zarówno Sobór Watykański II, jak i twórcy UE musieli się zmierzyć z tym problemem. W świeckiej teorii państwa utrwaliło się pojęcie rozdziału państwa i Kościoła. Jednak okazało się, że ten rozdział może być także różny: czysty prawnie, wrogi i przyjazny (M. Sitarz). Sobór obawiał się, że skrajny rozdział do postaci ”państwa świeckiego„ prowadzić może wprost do ”państwa ateistycznego„. I istotnie tak się dzieje często dzisiaj, że z człowieka wierzącego robi się schizofrenika, czyli rozdwojonego: na forum prywatnym, osobistym może sobie wierzyć w Boga i zachowywać Jego przykazania i prawa, ale na forum publicznym w ogóle, zwłaszcza państwowym, ściśle musi być ateistą i przestrzegać tylko prawa państwowego, choćby było ono przeciwne religijnemu. Na przykład prywatnie aborcję, czyli naruszanie życia drugiego, może sobie uważać za niedozwolone i religijnie za grzech, a publicznie, jeśli państwo zezwala na zabijanie, a on jest funkcjonariuszem publicznym, to musi zabijać, i nie tylko nie ma za to winy, lecz nawet ma zasługę za wykonanie prawa świeckiego. Tutaj trzeba zauważyć, że prawodawstwo niektórych państw pozwala wierzącym na zastosowanie klauzuli sumienia, choć nie brak u wielu takiej mętności, iż uważają oni, że prawo jest ponad klauzulą sumienia i lekarzy, np. choćby zabił i tysiące nienarodzonych, nawet tuż przed ich narodzeniem, nie ma żadnej winy w swoim sumieniu. Jednak problemy są bardzo poważne. Sobór zaproponował rozwiązanie ogólne w postaci autonomii państwa i Kościoła, lecz autonomii współpracy, a nie rozdziału absolutnego o charakterze państwowego ateizmu, czego domagają się i u nas niektóre całe partie i pojedynczy ateiści. ”Kościół – uczy Sobór – w żaden sposób nie utożsamia się ze wspólnotą polityczną i nie łączy z żadnym systemem politycznym, jest równocześnie znakiem i obroną transcendencji osoby ludzkiej. Wspólnota polityczna i Kościół są, każde na własnym terenie, od siebie niezależne i autonomiczne. Jednak i wspólnota polityczna, i Kościół, choć z różnego tytułu, służą osobistemu i społecznemu powołaniu tych samych ludzi. Służbę będą mogli pełnić dla dobra wszystkich tym skuteczniej, im lepiej prowadzić będą ze sobą zdrową współpracę, uwzględniając także okoliczności miejsca i czasu. Człowiek bowiem nie jest ograniczony do samego porządku doczesnego, ale żyjąc w historii ludzkiej, integralnie zachowuje swoje powołanie do życia wiecznego… Kościół posługuje się rzeczami doczesnymi, na ile wymaga tego jego posłannictwo… Zadaniem Kościoła jest popieranie i uwznioślenie wszystkiego, co we wspólnocie ludzkiej jest prawdziwe, dobre i piękne. Szanuje również i popiera polityczną wolność obywateli i ich odpowiedzialność… Zawsze i wszędzie niech będzie jego obowiązkiem głoszenie wiary z prawdziwą wolnością, pouczanie na temat swojej doktryny społecznej, efektywne wykonywanie swego zadania wśród ludzi, a także wydawanie osądu moralnego o sprawach, które dotyczą porządku politycznego, zwłaszcza gdy wymagają tego fundamentalne prawa osoby albo zbawienie dusz„ (KDK 76). UE cały problem przerzuca na prawodawstwo poszczególnych państw, ale raczej tylko w teorii, bo w praktyce różne czynniki unijne starają się, jak mogą, sugerować ateizację państwową. Według zapisów traktatowych UE szanuje się status Kościoła i związków religijnych nie na forum całej UE, lecz taki, jaki jest w poszczególnych państwach członkowskich (DzU UE 2010, C 83). U nas zaś Konstytucja z 1997 roku mówi wprawdzie o autonomii obu instytucji, ale też o przyjaznej współpracy dla dobra wspólnego: ”Stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego„ (art. 25 p. 3). ”Stosunki między Rzeczpospolitą Polską a Kościołem katolickim określają umowa międzynarodowa zawarta ze Stolicą Apostolską i ustawy„ (art. 25 p. 4). Mimo sformułowań o autonomii i niezależności oraz współdziałaniu dla dobra człowieka i dobra wspólnego wystąpiły u nas coraz silniejsze tendencje różnych orientacji, żeby separację przekształcić we wrogość państwa wobec Kościoła, przede wszystkim katolickiego, i zaprowadzić w pełni ateizm państwowy, czyli usunąć religię katolicką ze wszystkich dziedzin życia publicznego. I tak to ”państwo świeckie„ rozumieją jako instytucję ateistyczną i o misji ateizującej. Toteż obecna pozytywna współpraca między państwem a Kościołem doprowadza ich do szału, nawet tzw. katolików liberalnych. I uważają to za śmiertelne zagrożenie dla całej UE i dla ideologii unijnej. Przy tym całą swoją wściekłość ogniskują propagandowo na osobie Jarosława Kaczyńskiego, bo konkretna jednostka zawsze łatwiej ulega zniesławieniu, zwłaszcza gdy jest symbolem jakiejś antagonistycznej wspólnoty. Toteż Sobór uczy, że choć jest autonomia instytucji państwa i Kościoła, to jednak nie ma autonomii między wiarą a życiem, gdyż byt osobowy transcenduje ostatecznie obie te płaszczyzny i wiąże je z Bogiem. ”Jeżeli – uczy Sobór – przez autonomię rzeczy ziemskich rozumiemy to, że rzeczy stworzone i same społeczeństwa cieszą się własnymi prawami i wartościami uznawanymi, stosowanymi i porządkowanymi stopniowo przez człowieka, wówczas rzeczywiście godzi się jej domagać; nie jest to tylko postulat ludzi naszej epoki, lecz jest to zgodne z wolą Stwórcy, który podtrzymuje wszystkie rzeczy w istnieniu i […] sprawia, że są tym, czym są. […] Jeżeli jednak przez słowa ’autonomia rzeczy doczesnych’ rozumie się to, że rzeczy stworzone nie zależą od Boga i że człowiek może z nich korzystać bez odniesienia do Stwórcy, każdy, kto uznaje Boga, czuje, jak fałszywe są tego rodzaju stwierdzenia. Stworzenie bowiem bez Stwórcy ginie… Co więcej, poprzez zapomnienie o Bogu samo stworzenie staje się niezrozumiałe„ (KDK 36) (por. KDK 41). Toteż ”wiara przenika całe, także świeckie, życie wiernych i skłania ich do sprawiedliwości i miłości, zwłaszcza wobec potrzebujących„ (KDK 21). Kościół jednak jest otwarty na współpracę z ateistami w państwie: ”Kościół zaś, chociaż zupełnie odrzuca ateizm, szczerze jednak wyznaje, że wszyscy ludzie, wierzący i niewierzący, powinni przyczyniać się do właściwego zbudowania tego świata, w którym wspólnie żyją; nie można tego z pewnością dokonać bez szczerego i roztropnego dialogu. Kościół uskarża się jednak na dyskryminujące zróżnicowanie na wierzących i niewierzących, jakie niesprawiedliwie wprowadzają niektórzy przywódcy państw, nie uznając fundamentalnych praw osoby ludzkiej„ (KDK 21). W każdym razie nie można w wielu dziś państwach, np. we Francji, chwalić ”państwa świeckiego„, gdyż oznaczać ono może to samo co ”państwo ateistyczne„ i realizujące ateizm we wszystkich dziedzinach życia tak publicznego, jak i osobistego. Obecnie to już i w Polsce znaczna część opozycji politycznej chce rozumieć ”państwo świeckie„ jako równoznaczne z ”państwem ateistycznym„, rugującym religię z życia zbiorowego.


Problem islamski w Europie


Niedawno jeden z moich studentów zapytał mnie, czy nie można by przyjąć, że i islam należał do korzeni Europy. Otóż według wiedzy historycznej i zwykłej obserwacji dzisiejszej kultury europejskiej są trzy jej korzenie: Jerozolima – judaizm i osoba Jezusa Chrystusa, Grecja ze swoją genialną myślą i sztuką oraz Rzym ze swoją ideą prawa i organizacji społecznej. Islamiści pojawili się w Arabii w wieku VII. Od razu ruszyli na podbój świata w sensie religijnym i militarnym. W roku 711 dotarli do Europy, zajęli Hiszpanię i nacierali na Galię. Wyparł ich stąd Karol Młot w bitwach pod Tours i Poitiers w roku 732. Z Hiszpanii zostali wyparci w XV wieku. Tatarzy atakujący Polskę i Europę Południowo-Wschodnią nie byli jeszcze muzułmanami, dopiero Złota Orda, która w XIII w. podbiła Ruś Kijowską. Podobnie Turcy osmańscy w XIV w. podbili Bułgarię, następnie Serbię, część Węgier, a inne jeszcze tereny w XV wieku. Następnie były częste walki z wojskami polskimi. Europa istniejąca jeszcze przed Chrystusem była terenem wędrówek i walk różnych ludów: celtyckich, germańskich, słowiańskich, bałtyckich, kaukaskich, mongolskich i innych, ale nie były one głównymi korzeniami kultury europejskiej, raczej oznaczały tylko pewne, raczej znikome wpływy. Kultura jest wysokim tworem duchowym i ma jedne istotne struktury (F. Koneczny). W każdym razie nie można też przyrównywać rozesłania apostołów przez Chrystusa na cały świat (Mt 28,19-20) z powstaniem islamu w 632 roku, bo Jezus wysłał dwunastu ludzi do głoszenia orędzia miłości Boga i ludzi, a w 632 roku zostali wysłani ludzie na dżihad, czyli świętą wojnę. Także i dziś wśród przybyłych do Niemiec ”uchodźców„ odkryto ok. 500 dżihadystów i ok. 2000 ludzi ich wspierających.

Współcześni janczarowie

Ciśnie się i dzisiaj pytanie, jak wytłumaczyć takie zjawisko, że oto jakaś sprawa jest jasna jak słońce, że trzeba mieć dobrą wolę, nie oszukiwać, miłować bliźniego, radować się drugim człowiekiem, żyć prawdą, kochać Ojczyznę… A tu odkrywamy całe wspólnoty czy ugrupowania ludzi, polityków, obywateli, inteligentów, którzy potrafią twierdzić coś akurat przeciwnego. Że prawda jest fałszem, że dobro jest złem, że piękno jest brzydotą, że miłość jest nienawiścią. Gotowe są setki i tysiące ludzi zagłosować przeciwko Polsce, przeciw suwerenności, przeciw Kościołowi Chrystusowemu, przeciw bliźniemu. I taką postawę mogą traktować jako swoje zadanie i posłannictwo. Czym to tłumaczyć? Słabością osobowości, wypraniem mózgu, niechwytaniem odpowiednich fal wyższych wartości, zwyczajnym zaślepieniem? A może to takie zdradliwe zjawisko jakiejś hipnozy społeczno-wychowawczej lub propagandowej? Przypomina się tu zjawisko janczarów. Janczarowie to była gwardia sułtana w Turcji osmańskiej od XIV wieku, składająca się z dzieci i młodzieńców schwytanych w wyprawach tureckich, na początku przeważnie z krajów chrześcijańskich, w tym także i z Królestwa Polskiego, i wychowywanych sterylnie w islamie, właśnie w nienawiści do chrześcijan, do niemuzułmanów, do Polaków. Nie mogli niczego widzieć ani słyszeć, ani rozumieć prócz świata sułtana i islamu. A zatem już bardzo dawno odkryto, że można psychikę ludzką, zwłaszcza dziecka, ukształtować jak plastelinę. Można wymodelować jego osobowość, umysłowość, uczucia, zasady postępowania. I tak powstają różne typy janczarów do dziś. Tworzą ich nurty umysłowe, ideologiczne, propagandy, mody, działania zwyrodnieniowe. Ludzie tak kształtowani myślą nieraz, że posiedli całą mądrość i słuszność, a tymczasem są jak somnambulicy lub obiekty hipnotyzerów. Czymże są wspólnoty hitlerowskie, bolszewickie, różne współczesne spotworkowane przez obłędne kierunki jak nie współczesnymi janczarami, którzy zamordują wszelką wartość i świętość. Jak inaczej wytłumaczyć np. takie zjawisko, kiedy w Rosji na wielką uroczystość państwową potrafi jakiś człowiek nieść w jednej ręce portret Stalina, jednego z największych morderców świata, a w drugiej obraz Chrystusa, Zbawiciela Świata. I osoba ta czci ich obu. *** Takie różne myśli smutne cisną się do głowy, gdy się słucha niektórych mów sejmowych. Kiedyś mówili o takich ludzie normalni: ”Chyba w nich zły duch wstąpił„. Czy nie będzie opamiętania?

 Ks. prof. Czesław S. Bartnik

Niedziela, 29 maja 2016 (19:54) Artykuł opublikowany na stronie:  http://www.naszdziennik.pl/mysl/158899,wzmozenie-ateizacji-polski.html

 

 

 





966. Mieszko, książę Polski, został ochrzczony

 

Jeden z odpisów najstarszego rocznika polskiego, tzw. Świętokrzyskiego Dawnego, zanotował bardzo krótko i sucho fundamentalne dla Polski wydarzenie historyczne i religijne, zarazem w urzędowym wówczas języku łacińskim: „DCCCCLXVI Mysko dux Polonie baptizatur”, co się wykłada na język polski, w tamtych czasach jeszcze niepisany: „966. Mieszko, książę Polski, został ochrzczony”. Ten lakoniczny zapis kronikarski miał oznaczać całe Mysterium Poloniae. Narodzenie się Polski Ta krótka notatka oznacza narodzenie się Polski w sensie historycznym, państwowym, chrześcijańskim i etnicznym, feudalnym. Dla nas, Polaków, oznacza to, że na scenie publicznej Europy i Kościoła katolickiego w średniowieczu pojawiła się nasza Matka i nasza Ojczyzna, której jednak imię dopiero się kształtowało po łacinie, zapewne od plemienia Polan: „Polonia”, „Polenia” czy też „Polania”. Był to już największy kraj Słowian Zachodnich skupiający bardzo pokrewne sobie plemiona o wspólnym pniu językowym: Polan w dolinie Warty, Kujawian, Mazowszan, Pomorzan, Lubuszan po obu stronach Odry, pięć plemion śląskich (Dziadoszanie, Bobrzanie, Ślężanie, Opolanie, Gołęszyce), Lędzian na południowym wschodzie i Wiślan nad górną i środkową Wisłą, tworzących też związek kilkuplemienny. Toteż nasza dziś „jubileuszowa” anamneza biegnie z miłością ku tym wszystkim naszym protoplastom. W wieku IX ukształtowały się dwa główne ośrodki: Polan, zwany później Wielkopolską, i Wiślan, zwany Małopolską. Od połowy IX wieku rządziła Polonią dynastia legendarnego Piasta, „oracza”, „rolnika” (arator) czy „kołodzieja”. Ciekawe, że w legendach prawie wszystkich znaczących państw i królestw na samym początku występuje walka między dobrem a złem, czyli między władcą dobrym a władcą złym. Władcą złym miał być Popiel czy dynastia Popielidów. Zostali oni usunięci, a na ich miejsce Bóg wskazał Piasta jako człowieka dobrego, prostego, pokornego i oddanego Bogu. Mieli to sprawić dwaj posłańcy Boscy, o imionach Jan i Paweł, jakby wieszczący nam św. Jana Pawła II. Za historycznych już władców dynastii piastowskiej przyjmuje się dziś kolejno książąt: Siemowita, Leszka (Lestka), Siemomysła i właśnie Mieszka (księcia w latach ok. 960-992), nazywanego już przez niektórych królem. Ostatnio przyjmuje się, że pierwszym gniazdem Piastowiczów nie było Gniezno, lecz silny gród w Gieczu k. Poznania z IX w., a Gniezno dopiero od roku 940. Przy czym Mieszko, syn Siemomysła, został księciem Gniezna w roku 960, zapewne jako najstarszy z trzech braci. Jest takie ciężkie prawo dziejowe, że prawie każde większe państwo rodzi się w wielkich bólach i we krwi. Toteż żeby państwo mogło się ukształtować, rozwinąć i trwać, potrzebowało silnego przywódcy, odpowiednich środków materialnych i ludzkich i odpowiedniej dyplomacji. Na historyczną sytuację Mieszka składały się ciężkie uwarunkowania: potrzeba utrzymania i rozwoju władzy, konieczność umacniania jedności i spójności międzyplemiennej, a także pozyskiwania nowych plemion, obrona państwa przed potężnymi i okrutnymi Lutykami (Lucicami, Wilkami), bitną grupą plemion połabskich, odpieranie ataków Czechów i Morawian i wreszcie zabezpieczanie księstwa przed margrabiami niemieckimi, czyli takimi „wodzami misyjnymi”, którzy mieli za zadanie szerzyć chrześcijaństwo i ducha europejskiego wśród pogańskich Słowian, nie tylko przez kontakty życiowe, ale też często ogniem i mieczem. Przy tym Niemcy uważali, że ziemie i kultury materialne nie są własnością pogan, lecz są własnością nadaną przez Boga zdobywcom kraju pogańskiego. Było to ogromne nadużycie dokonywane w imię chrześcijaństwa. Zakwestionuje je dopiero Polak, ks. prof. Paweł Włodkowic, na Soborze w Konstancji. O skali zagrożenia ze strony niemieckiej świadczy choćby fakt, że margrabia Marchii Wschodniej Gero (zm. 965) około roku 960 zaprosił 30 plemiennych książąt słowiańskich na ucztę „przyjaźni” i wszystkich ich wymordował (Kronika Widukinda). Mieszko musiał się z nim liczyć. I tak okazał się wytrawnym dyplomatą, człowiekiem opatrznościowym, wybitną osobowością, władcą mądrym, a przede wszystkim obdarzonym wizją Polski jemu „zadanej”. Fakt chrztu Bardzo doniosła była sama idea przyjęcia chrztu i chrześcijaństwa przez Mieszka. Zapewne do państwa Piastów docierali już wcześniej różni przygodni misjonarze, zwłaszcza do kraju Wiślan, ale nie mogłaby być ona zrealizowana przynajmniej bez zgody księcia jako monarchy. I dokonała się w obmyślanym momencie politycznym. Była jednak samodzielna, na co wskazuje wdrażanie jej przez księcia powolne i roztropne, i – jak widać po skutkach – była z inspiracji Ducha Świętego. Książę Mieszko zawarł w pewnym momencie sojusz z chrześcijańskim już księciem czeskim Bolesławem I Srogim i w roku 965 pojął za żonę jego córkę Dobrawę („Dobra”) (zm. 977), bardzo gorącą chrześcijankę – christianissima (Gall Anonim), która stała się apostołką Polski. Wymogła ona na mężu oddalenie siedmiu dotychczasowych żon pogańskich (liczba żon świadczyła o bogactwie Mieszka, bo dar ślubny męża za żonę był bardzo wysoki). W XIX wieku podnoszono nawet sprawę beatyfikacji Dobrawy. Chrzest odbył się w roku 966 – zapewne w Wielką Sobotę, zgodnie z prawem kościelnym, i wypadało to kalendarzowo 14 kwietnia. Ceremonia chrztu odbyła się albo na Ostrowie Lednickim, albo w Poznaniu. Przybyła na nią grupa duchownych z Pragi, a wśród nich kapelan Dobrawy, Iroszkot, benedyktyn, Jordan, który w roku 968 został biskupem w Poznaniu i podlegał bezpośrednio Papieżowi, a nie metropolii magdeburskiej (erygowanej w roku 967), czego chcieli Niemcy. Ale Mieszko zabezpieczał się przed potężnymi i ekspansyjnymi Niemcami jeszcze w inny sposób. Oto gdy jego syn z Dobrawy, Bolesław, ukończył siedem lat, odbyły się postrzyżyny, oznaczające, że chłopiec oddaje się swemu rodowi, ojciec wysłał w roku 973 pukiel włosów Bolesława z Poznania do Rzymu Papieżowi Benedyktowi VI na znak, że książę Polski oddaje swego syna i państwo pod opiekę Stolicy Apostolskiej. Z kolei ok. roku 991, żeby uregulować sytuację prawną państwa, złożył je „w dziedzictwo św. Piotrowi” (Papieżowi Janowi XV), co dawało opiekę papiestwa nad krajem i gwarantowało nienaruszalność granic. Krótkie i niejasne streszczenie tego aktu zachowało się w regestach papieskich z końca XI w. i zaczyna się od słów „Dagome iudex”. Odtąd Polska weszła w orbitę polityczną: papiestwo – cesarstwo i pozostała już na zawsze wierna Rzymowi. Pierwsze owoce polityczne chrztu Chrzest władcy w owych czasach oznaczał cały obszerny i głęboki proces obejmujący życie codzienne, rodzinę, dwór, otoczenie, władców grodów, wojsko, administrację, lud, stosunki międzyplemienne, międzynarodowe i inne. Powoli powstawało nowe państwo, jego duszą stawał się Kościół katolicki. Wieloplemienne i grodowe państwo przechodziło w terytorialne i wkraczało na wielką scenę europejską, wchodziło do rodziny chrześcijańskich państw Europy pozostających pod autorytetem Papieża i w dużej części cesarstwa niemieckiego, które wówczas chciało kontynuować cesarstwo rzymskie. Idee polityczne i państwowotwórcze Mieszka kontynuował z większą jeszcze dynamiką jego syn z Dobrawy, Bolesław Wielki (992-1025), już z formalnym tytułem króla. Bardzo doniosłym wydarzeniem historycznym dla młodego państwa polskiego stał się po męczeńskiej śmierci i kanonizacji św. Wojciecha zjazd gnieźnieński w roku 1000. Uczestniczyli w nim: cesarz Otton III, Bolesław Chrobry, legaci papiescy i delegacja polska, bawiąca na kanonizacji św. Wojciecha w Rzymie, z bratem św. Wojciecha Radzimem Gaudentym, prekonizowanym na arcybiskupa. Legaci odczytali bulle papieskie, uzgodnione z cesarzem, ustanawiające Gniezno jako arcybiskupstwo i metropolię Polski oraz trzy biskupstwa: krakowskie, wrocławskie i kołobrzeskie. Kościół polski stał się niezależny od niemieckiego. Ponadto cesarz wyraził zgodę na koronację Bolesława Chrobrego i w tym celu wręczył Bolesławowi gwóźdź z krzyża Chrystusa i włócznię św. Maurycego jako symbole króla chrześcijańskiego. Bolesława miał przy tym nazwać „bratem i współpracownikiem cesarstwa oraz przyjacielem i towarzyszem ludu rzymskiego”. Jednak z powodu sprzeciwu następnych cesarzy Bolesław mógł koronować się dopiero w roku 1025, natomiast metropolia gnieźnieńska przetrwała jako właściwie prymasowska do czasów Prymasa Józefa Glempa (właściwe stanowiska prymasa o różnych uprawnieniach zniósł Jan Paweł II, idąc za duchem Soboru Watykańskiego II, pozostało tylko prymasostwo honorowe związane z niektórymi metropoliami). Jest też poważna supozycja, że w spotkaniu idealisty Ottona III i Bolesława Chrobrego Wielkiego zabłysła wielka idea polityczna całej Europy. Bardzo wiele mówi iluminowany ewangeliarz bamberski sprzed roku 1015 przedstawiający cztery kobiece alegorie oddające hołd Ottonowi III jako chrześcijańskiemu cesarzowi rzymskiemu zakładającemu królestwo chrześcijańskie. Alegorie te to cztery sukcesywne wielkie państwa chrześcijańskie: Roma, Galia, Germania i Sclavinia (Polonia). Królestwo Polskie zatem miało obejmować i zwierać cały środkowo-wschodni świat europejski, wyrażać niejako bardziej mistyczny świat ewangeliczny, może św. Jana Apostoła, zamykać chrześcijański świat zachodni, dołączając do niego Kościół Słowian i służyć jako pomost do Kościoła Bizantyjskiego. Taką wizję Królestwa Chrześcijańskiego w Polsce próbował realizować Chrobry. Do takiej religijno-politycznej wizji roli Polski nawiązywali faktycznie potem nieraz filozofowie historii Polski. Wizja taka mieści się niewątpliwie w pojęciu chrztu narodu czy królestwa lub państwa. Dlatego indywidualiści chrzcielni dziś zaciekle ją zwalczają. Owoce duchowe Chrzest ma istotne znaczenie dla indywidualnej osoby ludzkiej: gładzi wszystkie grzechy, rodzi do nowego życia, przez które człowiek staje się mistycznie, ale realnie dzieckiem Bożym dzięki więzi z Chrystusem, Synem Bożym, czyni człowieka Świątynią Bożą i daje najwyższą komunię osobową z Trójcą Świętą. Ale chrzest przez to samo ma też z istoty swej strukturę społeczną i społecznorodną. Właśnie wiąże najgłębiej z Trójcą Świętą, z Chrystusem, czyni cząstką Ciała Chrystusa społecznego, tworzy Kościół niewidzialny i zarazem widzialny, a daje kapłaństwo wspólne, chrzcielne, polegające na prowadzeniu na sposób ofiarniczy życia według Ducha i wreszcie umożliwia głębszą jedność i solidarność między wierzącymi i ochrzczonymi wraz z nadzieją na zbudowanie Królestwa Chrystusowego i Królestwa Bożego. Trzeba pamiętać, że choć sama istota chrztu, zarówno w zakresie indywidualnym, jak i społecznym, ma charakter zbawczy i nadprzyrodzony, to jednak wtórnie rzutuje także bardzo znacząco na życie doczesne. Toteż w zakresie społecznym mówi się nie tylko o chrzcie Mieszka jako jednostki, lecz dlatego, iż jako monarcha był kategoryczną formą społeczną, słusznie mówi się także o „narodzie ochrzczonych”, o „chrzcie Narodu Polskiego” czy też po prostu o „chrzcie Polski”. W rezultacie zatem chrzest księcia Mieszka niejako nadał Narodowi w ogóle „imię własne” i tworzy wyższą tożsamość narodową, nadaje mu duchowość chrześcijańską, zwraca oczy także ku transcendencji, doskonali życie moralne, społeczne i kulturowe, a wreszcie nadaje najwyższy sens historii Narodu. Doniosłość chrztu Kształtowanie profilu religijnego, moralnego, społecznego i kulturowego a) Chrzest jako sakrament i związana z nim nauka przyniósł Polsce przede wszystkim rzeczywistość jednego, prawdziwego Boga jako Stwórcy, Zbawcy, Pana historii i Miłości do człowieka. W ślad za tym chrześcijaństwo przynosiło naukę o najwyższej godności człowieka, o sensie życia i historii, o życiu wiecznym, o najwyższych ideach. I od razu umacniało młode państwo, dając mu jedność, zwartość, komunię, umocnienie władzy, ład w rodzinie, monogamię, wiarę w Opatrzność i dobry los, w nieśmiertelność duszy i zmysł wspólnoty. Wydaje się, że religijność Polaków ma do dziś charakter przede wszystkim chrystyczny i ściśle związany z maryjnym, który podkreśla wysoki akcent emocjonalny. Bardzo wczesne było zawołanie: „Jezus, Maryja” – nie tylko jako bojowe, lecz przede wszystkim jako codzienne. Maryja już od XIV w. była uważana za Królową Polski, jak i za Matkę Polski. Przejawiał się w tym miłosny mistycyzm religijności polskiej. b) Doniosłe znaczenie miało przyjmowanie zasad chrześcijańskiej moralności, jakkolwiek jest to zawsze proces długotrwały. Dosyć wcześnie zaczęto odrzucać pogański despotyzm ojca rodziny, wielożeństwo, uśmiercanie przy pogrzebie dostojnika jego żon (lub i niektórych innych bliskich), składanie ofiar z ludzi, prawo pomsty, sprzedawanie ludzi i inne. Chrześcijaństwo natomiast szerzyło idee wielkiej godności człowieka, życie traktowało jako dar Boży i rozwijało na szeroką skalę wszelkie akcje charytatywne. c) Dzięki przyjęciu chrześcijaństwa z Zachodu społeczeństwo polskie wkroczyło w wielowieczny, najdoskonalszy nurt najwyższych kultur świata, przez starożytną Grecję, Rzym, do łacińskiej kultury średniowiecza. Wzięliśmy wynalazki, technikę, naukę, sztukę, wielkie idee, pismo, prawo, filozofię, teologię, systemy edukacyjne, na długo język łaciński, niektóre obyczaje i inne. Między innymi przyjęliśmy cykl tygodniowy ze świętowaniem niedzieli. Nie sposób tu wyliczać całego wkładu Polaków do kultury Europy i świata. Ale warto wymienić kilka zapomnianych niesłusznie naszych postępowych w swoim czasie wielkich idei społecznych i państwowych, które niewątpliwie wynikały z naszego wkroczenia w życie publiczne w duchu chrztu Chrystusowego. Są to: rozwaga, unikanie umysłowych i społecznych ekstremizmów, bez absolutyzmu, bez ateizmu państwowego, „państwo bez stosów” (J. Tazbir), bez wojen religijnych, azyl dla wszystkich prześladowanych w całej Europie średniowiecznej, pełna „demokracja szlachecka”, „Polska otchłanią dla królów, niebem dla szlachty, czyśćcem dla duchowieństwa, piekłem dla chłopów, rajem dla Żydów, kopalnią złota dla kupców” (epitet z XVII w., A. Brückner), gościnność dla wszystkich, pierwszy pełny parlamentaryzm w Europie, zakaz stosowania kary śmierci (dla szlachcica) (1347), zakaz konfiskaty majątku bez wyroku (1422), zakaz łączenia władzy wykonawczej z sądowniczą (1422), zakaz karania bez wyroku (1425), zakaz stanowienia ogólnych praw przez króla bez sejmu (1505), odrzucenie niemieckiej zasady: „czyja władza w regionie, tego religia” (1556), nietykalność ogniska domowego (bez zgody gospodarza) (1588), zrównanie w prawie prawosławnych z katolikami (1341, 1430, 1444), pierwsza w Europie wolność wyznania dla wszystkich wspólnot religijnych (1573), pierwsza w Europie konstytucja (1791). Także zastosowanie ewangelicznej formuły wzajemnego przebaczenia po krwawych wojnach między narodami, jak między Niemcami i Polską: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie” (1965), co bywa już stosowane w szerokim świecie i pozareligijnym, np. między Chinami a Japonią, a św. Jan Paweł II zradykalizował tę regułę w postać przeproszenia w 2000 roku wszystkich ludzi i wszystkie ludy i narody, które ucierpiały niesprawiedliwie od chrześcijan na przestrzeni owych dwóch tysięcy lat. I wreszcie mocna obrona przez Kościół praw człowieka i praw narodu (S. Wyszyński, św. Jan Paweł II) i inne. Wszystko to było wyprowadzane z Ducha chrztu świętego rzutującego na całość życia ludzkiego. d) I wreszcie Polska potraktowała swój Chrystusowy chrzest w wymiarze uniwersalnym jako zobowiązujący do altruistycznego służenia innym ludom i narodom, nie tylko chrześcijańskim, co w roku 1831 wyraziło się w formule: „Za wolność waszą i naszą” (warszawskie wsparcie rosyjskich dekabrystów przeciw despotyzmowi cara). Na przestrzeni historycznej były to m.in.: obrona Litwy przed Krzyżakami i Moskwą, osłona dalszej Europy przed Tatarami (poczynając od wieku XIII), obrona przed Turkami (częste, zwłaszcza odsiecz wiedeńska 1683), przed bolszewikami (1920), przed Sowietami (1944-1956), przed hitleryzmem (1939-1945), przed totalitaryzmem komunistycznym („Solidarność”) i inne. Także nieustanna natchniona działalność polskiej hierarchii i całego Kościoła, w tym i św. Jana Pawła II, broni Naród Polski i inne narody przed tragiczną cywilizacją śmierci. Również w obecnej sytuacji nowej śmiercionośnej ideologii liberalistycznej, relatywistycznej, ateistycznej społecznie i państwowo Duch Święty dany w chrzcie Polski rozpala i rozświeca na cały świat zbawczą prawdę i łaskę Miłosierdzia Bożego, która będzie dziś nową Arką Noego dla ludzkości tonącej w złu (św. Faustyna, św. Jan Paweł II). A nawet Duch chrzcielny, tchniony na Polskę w roku 2015, na proroczych wyborców, na polityków i na nasze władze, czyni Polskę obecną duchową odtrutką społeczno-polityczną dla całego organizmu UE w dziedzinie moralnej i duchowej. Sprawdza się też u nas nauka, że chrzest ma również wymiar misyjny. Duch łagodności polskiej sprawił, że nie nawracaliśmy nikogo ogniem i mieczem. A dziś mamy ponad dwa tysiące naszych misjonarzy, kapłanów, zakonników, sióstr i z daru Bożego świeckich, którzy są posłańcami Chrystusa na cały świat. Ponadto ponad tysiąc kapłanów polskich duszpasterzuje w krajach europejskich do niedawna katolickich, a dziś bardzo religijnie słabnących. Z wielkim rozrzewnieniem patrzyliśmy, jak Duch chrztu działał przepotężnie na całym świecie w osobie św. Jana Pawła II, którego – jak on sam mówił – przygotował i wyposażył Kościół polski i uniwersalistyczna i personalistyczna kultura polska (dotychczasowa). I pewien „bilans” życia Polski ochrzczonej widać także w tym, że mamy od początku do dziś 268 kanonizowanych i beatyfikowanych, nie licząc już ogromnych rzesz najwspanialszych ludzi ze wszystkich stanów, formalnie świętymi nieogłoszonych. Ku przełamaniu kryzysu Trzeba wszakże pamiętać, że już według apostolskich formuł liturgicznych w chrzest uderzały najmocniej siły Złego, co wymagało otwartego odrzekania się diabła. Tak i dziś narzuca się myśl, że chyba nadchodzi moment, kiedy musi nastąpić jakiś chrzest świata, który jest wstrząsany potężnym kryzysem religijnym, moralnym, ideowym i kulturowym. A za tym kryzysem zdaje się kryć zły duch, któremu coraz więcej ludzie dają posłuch. Nie sposób całej problematyki kryzysu streścić, ale – biorąc biblijnie – działania Złego i dziś można sprowadzić do trzech wielkich pokus, jakie stosował diabeł nawet i do Jezusa jako człowieka (Mt 4,1-11; Łk 4,1-13). Są to: 1. Pokusa „przemieniania kamieni w chleb” – jest to pokusa materializmu, w której jest tylko głód materii, przyjemności, pokusa uznania siebie za boga i pokusa wyszydzania Chrystusa i wiary, gdyż u jej podstaw była niewiara w Jezusa jako Boga, co miałoby się pokazać w Jego niemocy przemieniania kamienia w chleb. 2. Druga pokusa to pokusa pychy, pokazywania światu rzekomej swej przeogromnej wielkości, rzekomej niezależności od nikogo i wszechmocy: „aniołowie nosić cię będą” (Mt 4,6), a jednocześnie jest to kuszenie Jezusa w formie przywoływania Go pod sąd: jeśli rzeczywiście jesteś Bogiem, to udowodnij to, pokaż się światu, bo bez ukazania swojej przygniatającej mocy nikt Ci nie uwierzy. 3. I pokusa chciwości, zdobycia „wszystkich królestw świata” (Łk 4,5) za cenę hołdu złożonego diabłu jako bogu, czyli za poddanie się złu moralnemu; „Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie twoje” (Łk 4,7). Jest to sugerowanie, że Bóg odbiera człowiekowi sens świata, radość posiadania i wolność moralną, że człowiek otrzyma „wszystkie królestwa świata oraz ich przepych” (Mt 4,8), jeśli odrzuci istnienie Boga, Jego władzę, przykazania moralne i uzna prymat zła. Dzięki Bogu ogół ochrzczonych Polaków przezwycięża te pokusy i traktuje je tylko jako próby naszej wiary, wartości i wierności łasce chrztu w jej przede wszystkim wymiarze indywidualnym, ale też i społecznym. Okazuje się to szczególnie mocno w kontekście 1050. rocznicy chrztu Mieszka i Polski. Nie mniej przerażająca jawi się nam brzydota Złego w pewnych kręgach ludzi, którzy wprost szaleją, gdy się wiąże duchowo Chrystusa i Jego Kościół z publicznym życiem kraju. Widzimy w tym niestety zwycięstwo Złego. Nie można tej potworności zrozumieć inaczej. Toteż zwycięstwo godne Polaka widzimy tylko w ożywieniu łaski chrztu i w serdecznym powierzeniu całej Ojczyzny miłości i miłosierdziu Chrystusa, Pana historii i naszego Króla, oraz macierzyńskiemu Sercu Maryi, naszej także ponadtysiącletniej Królowej. I tak cała historia Polski staje się najwspanialszym teatrem Bosko-ludzkim, teatrem walki o prawdę, o dobro, o rzeczywistość istnienia, a nie teatrem zła, fałszu i gry w nicość, teatrem zbawienia, a nie gry w ciemność bezsensów. Bóg w historii Oczywiście dzieje Narodu ochrzczonego nie były i nie będą idylliczne. Wręcz przeciwnie, są one zawsze jakieś tajemnicze, zaskakujące, głębokie, a przede wszystkim przemienne: dobre i złe, podniosłe i haniebne, ciche i burzliwe, kojące i torturujące, niosące nadzieję lub desperację, prawdziwe albo fałszywe. Ale mają one mimo wszystko jedno absolutnie pewne odniesienie, którym jest Bóg i nasza relacja do Niego. Toteż nie chcę niczego i nikogo spłycić i zbanalizować w jego historii, w jego egzystencji będącej cudem pokonywania nicości. Jednakże jeżeli chodzi o obecny dar czasu dla Polski, to jedno jest tragiczne i nie do przebaczenia, a mianowicie te wszystkie demoniczne próby tak wielu zbłąkanych Polaków czy obywateli polskich oddania naszego życia, naszej Ojczyzny, cudu naszej osobowości społecznemu Złemu, czyli społecznemu diabłu, którego osadza się jako pana tego świata na miejsce Boga i Chrystusa, „których umysły zaślepił bóg tego świata, aby nie olśnił ich blask Ewangelii” (2 Kor 4,4). Można wytrzymać, że tak bardzo i złośliwie się różnimy, bo jeszcze Ibrahim ibn Jakub w roku 965 zauważył, że jesteśmy ludem bardzo niezgodnym, a gdyby nie to, to ze względu na inne walory bylibyśmy niepokonani. Można ścierpieć, gdy ktoś pluje na Ojczyznę, na Polskę, gdy ktoś ciągle rzuca potwarze na Matkę Kościół, gdy prześladuje naszego współczesnego ewangelizatora krajowego, twórcę wielkich mediów katolickich i polskich, gdy ktoś zieje nienawiścią do wierzących, a mających władzę w kraju… Ale są granice: nie pozwolimy, żeby otwarte siły demoniczne wyrzucały Boga z naszej historii, z naszego życia, z naszej Rodziny Polskiej i żeby zamiast Civitas Poloniae narzucili nam jakąś Civitas diaboli. Co do obecności Boga, Chrystusa, Matki Bożej w całym życiu społecznym i publicznym w Polsce, jeśli nie będziemy w niewoli, to nie będzie żadnego „kompromisu”, nasz kompromis byłby zbrodnią na Chrystusie. Nasza Ojczyzna została ochrzczona, jest ochrzczona i pozostanie ochrzczona w Zmartwychwstałym Jezusie Chrystusie. Drogi Czytelniku, zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym Ks. prof. Czesław S. Bartnik

 

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/mysl/156091,966-mieszko-ksiaze-polski-zostal-ochrzczony.html

 
Liturgia Słowa
2015.03.29-...
Image Detail